Tuesday, January 3, 2012

Z Nowym Rokiem... zwawym krokiem!

Wiele czasu minelo od ostatniego mojego wpisu. Zarzucilam pisanie bloga, bo, po pierwsze, wialo nuda, a po drugie, sama sobie narzucilam jakas poprawnosc polityczna, ktora mnie zaczela dusic po prostu. Z nowym rokiem postanowilam jednak wrocic do bloga i zarzucic wiazace mnie peta! Bedzie tylko szczerze i tylko po polsku! :)

Nowy rok przywital w calkiem nowej rzeczywistosci. W Wigilie przenieslismy sie z Brevik do Kristiansand. Jest troche dalej, ale jakby blizej. Blizej Europy ;). Przyznac sie musze, ze jeszcze nigdy przez te prawie trzy lata w Norwegii nie czulam sie tak polaczona ze swiatem jak teraz. Moze to kwestia tego, ze  z naszych okien widac promy odplywajace do Danii, a moze tego, ze 10 min. drogi od nas znajduje sie stacja kolejowa i autobusowa, a z malego lotniska Kjevik mozna poleciec niemal w kazda czesc Europy - za wyjatkiem Polski buuuuu.

Troche dalej mam tym samym do lotniska Sandefjord Torp, no ale tez przeciez nie latam do domu co dwa miesiace ;). Zreszta, za niecaly miesiac bede doswiadczac tej podrozy.

Kristiansand wydaje sie byc zupelnie innym miastem od tych, ktore mialam okazje poznac do tej pory. Jest piatym co do wielkosci miastem Norwegii i czuc to od razu - jest wiecej ludzi na ulicach, wiecej sklepow, centrow handlowych, wiekszy ruch samochodowy... No cos sie dzieje. W pierwszy dzien swiat, gdy wybralismy sie na spacer to nie dosc, ze nie bylismy jedynymi spacerowiczami, to jeszcze moglismy napic sie kawyw  kafejce! Dla mnie, mieszkajacej ponad dwa lata w malenkim miasteczku, jest to powiew "wielkiego miasta". Przez te lata w Brevik, zapomnialam jak to jest mieszkac w miescie, nie byc ograniczona do jednego autobusu na godzine, dwoch sklepowi i kawiarni z kawa za 35 koron!
Miasto wydaje mi sie zywe, rozwijajace sie, na ulicach pelno obcokrajowcow (Kristiansand zostalo uznane w zeszlym roku czy 2 lata temu za miasto i gmine najbardziej przyjazna uchodzcom). Mieszkancy miasta czesciej niz gdzie indziej usmiechaja sie, widac wieksza roznorodnosc w ubieraniu sie (kto byl w Norwegii ten wie, ze wlasciwie mozna tu zastosowac tryb copy-paste - kobiety ubieraja sie podobnie, zachowuja sie podobnie, nikt sie nie wyroznia, itp.) - przypuszczam, ze to wplyw bliskosci Danii i tego, ze wielu Dunczykow mieszka i pracuje w miescie...

Mam wrazenie, ze czeka mnie tu wiecej mozliwosci niz w Telemarku. Wchodze wiec w Nowy Rok naprawde zwawym krokiem! Trzymajcie kciuki za moje po raz drugi nowe zycie w Norwegii!




0 comments:

Post a Comment